Miejsca.net

Tajski Sen - salon masażu tajskiego

Warszawa, Wańkowicza 1

Salon masażu tajskiego Tajski Sen oferuje masaże tajskie i ajurwedyjskie. Masaże wykonywane są przez azjatyckie masażystki. Salon znajduje się przy ul. Wańkowicza 1 w Warszawie. Istnieje możliwość masażu w pokoju jedno lub dwuosobowym. Zapewniamy miłą atmosferę Dzięki temu możesz osiągnąć pełen relaks ciała i pogodę ducha. W odzyskaniu sił witalnych pomoże Ci relaksacyjna i nastrojowa muzyka, świece oraz unoszący się w powietrzu zapach tajskich kadzidełek

Salon masażu tajskiego i ajurwedyjskiego Tajski Sen oferuje

- masaż tajski klasyczny
- masaż z olejkami aromatycznymi
- masaż ajurwedyjski
- masaż tajski stemplami ziołowymi
- tajski masaż stop i nóg
- masaż tajski głowy, ramion i pleców
- tajski masaż wyszczuplający
- tajski masaż sportowy
- masaż tajski dla kobiet po okresie ciąży
- masaż tajski dla kobiet w okresie ciąży

Jeżeli chcesz sprawić prezent bliskiej osobie, kup karnet na masaż.

Wszystkie nasze masaże wykonywane są przez wykwalifikowane, azjatyckie masażystki.

Istnieje możliwość masażu w pokoju jedno lub dwuosobowym z osobą towarzyszącą, wszystkie pomieszczenia są klimatyzowane.

Nie świadczymy żadnych usług seksualnych.

Komentarze

massagewarsaw, 16.03.2011

Uczestniczyłem w kursie masażu tajskiego podstawowego i zaawansowanego oraz kursie masażu indonezyjskiego na ul. Krolewskiej w Krakowie. Na każdym panowała miła i przyjazna atmosfera. Kanya zawsze służyła radą i pomocą. Wiele elementów, których uczyłem się na kursach, wykorzystuję w codziennej pracy. Przemek B. niedowidzacy technik masazysta po Szkole krakowskiej *** Dziękuje za bardzo dobry kurs masażu tajskiego. Miałem wiele zabiegów tajskiego na całym świecie, również od nauczycieli masażu - u Kanyi czuć nie tylko profesjonalizm technik, ale "ręce z powołaniem", każdy dotyk ma cel i czuć jego efekt. Kanya bardzo dobrze uczy masażu tajskiego, ma żadko spotykany dar. W czasie masażu czuje się emanujacy z niej spokój. Idealnie zgrane nacisk dłoni, ruchy całego ciała i oddech. Tylko sie uczyć od mistrza. Masaż tajski jest zupełnie inny od klasycznego w tym, że oszczędza dłonie masażysty. Moja fascynacja masazem Tajskim jeszcze bardziej sie ugruntowała po kursie zaawansowanym. Kaya pokazała, jak różnymi technikami masazu (stopą, łokciem, przedramieniem) mozna osiągnąć pożadany efekt. Bardziej uświadomiłem sobie jak ważna jest kolejność wykonywania masażu do osiągniecie lepszego efektu. Kanya zna wiele ciekawych technik masażu, które nie są uczone normalnie w szkolach. Sa one proste i skuteczne, pozwalają bardziej wczuć sie w klimat masazu Tajskiego. Jestem zainteresowany wymiana zabiegow tajskiego Bogdan Górnicki, niewidomy amator masażu, Warszawa, kurs masażu tajskiego Kampinos Majówka i kurs zaawansowany siepien 2010 **** Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać! Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy był wreszcie spokoj. Tomasz Marciniak technik masażysta głuchoniewidomy Rawicz *** Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza. Krzysztofa Gaj technik masażysta głuchoniewidomy z Krakowa *** Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło. Na pewno wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Danuta Gronowicz technik masażystka głuchoniewidoma ze Szczecina *** Kursy sa profesjonalne i rzetelnne. Kanya jest świetnym dydaktykiem, cechuje ją cierpliwośc i spokój, doskonale przekazuje wiedzę - mam na myśli szczególnie osoby słabowidzące i niewidome, które są otoczone dobrą opieką. Kanya podchodzi do każdego i pokazuje, aż do skutku. Podczas demonstrowania kolejnych technik każdy może podejść i dotykać rąk prowadzącej. Nie każdy ma takie doświadczenie i predyspozycje, Kanya robi to perfekcyjnie. Kurs masażu tajskiego i masażu tajskiego stóp jest doskonałym uzupełnieniem pracy z tkankami miękkimi - dużo streczingu i masażu głębokiego. Są to bardzo skuteczne techniki, polecam i zachęcam do ich poznania. Grzegorz Romanowski, przewodniczący Dolnośląskiej Sekcji Niewidomych i Słabowidzących Masażystów i Fizjoterapeutów Polskiego Zwiazku Niewidomych, Wrocław ***** Sposób prowadzenia zajęć w pełni mi odpowiada. Kanya to życzliwa osoba, umiejąca przekazać wiedze osobie niewidzącej. Wiem, że jest to cecha, którą nie posiadają wszyscy uczący, nawet z papierami tyflopedagogicznymi, bo tu papier nie pomoże, kiedy nie ma serca. W naszym kręgu kulturowym czasami otwartość, bezinteresowność i, ośmiele się napisać, wręcz dziecięca radość, postrzegana jest z rezerwą. A ja ją za to lubię. My europejczyczy jesteśmy uziemieni. Gosia Cz. Kurs masazu tajskiego Kielce, Bochnia 10.2009 *** Byłem na kursie masażu tajskiego w Krakowie w szkole masażu dla niewidomych i słabowidzących - kurs super, jestem pod wrażeniem metody i prowadzącej. Od wielu lat jestem masażystą, zajmuje się równiesz akupresurą i terapią manualną, masaż tajski jest pięknym połączeniem i uzupełnieniem tych metod. Elementy masażu tajskiego wykorzystuję podczas tradycyjnego masażu na stole. Oczywiście wykonuję go również jako całość, na specjalne życzenie klietów, których jest coraz więcej. Polecam masażystom zapoznanie sie z tą metodą, na pewno przyniesie dużo satysfakcji Wam i Waszym klietom. Z kursu zaawansowanego skożystam wiosną. Joachim Trocha, technik masażu, Bytom 09.2009 *** Kanya jest fantastyczną osobą. Potrafi wszystko cierpliwie wytłumaczyć, pokazać kilka razy, jeśli ktoś czegoś nie rozumie. Osobiście dla mnie ważne była niewielka ilość uczestników, bo jestem niewidoma. Każdy mi chętnie pomagał. Zżyliśmy się wszyscy, az żal było się rozstawać. Chętnie wezmę udział w innych szkoleniach. Masaż Tajski jest bardzo interesujący, jeśli prowadzi go ktoś, kto posiada duże doświadczenie i umie podzielić się swoją wiedzą. Warto skorzystać z kursow Kanyi. Eliza Praska, kurs masazu Gdansk marzec '09

massagewarsaw, 28.03.2011

Masaż tajski subiektywna recenzja fragment opinii niewidomego masazysty o kursie tajskiego: "Masaż wykonywany jest w parterze, na macie. Nie ma tu żadnej pracy z energią czy jakimiś tam wydumanymi meridianami. Jest to strikte fizyczna robota. Pacjent leży, a terapeuta klęczy obok, nad nim, lub na jednej nodze, gdy druga jest wykroczna. Masaż ten polega na tym, by używać siły własnego ciała i nie męczyć się podczas zabiegu. Myślałem, że od dlugiego klęczenia będą mnie boleć nogi czy kregoslup lędźwiowy, ale tak nie było. Kanya zwraca uwagę na ergonomię technik i to by podczas ich wykonywania nie zrobiliśmy sobie sami kuku. Pierwszy etap pokazów to były uciski wzdłuż charakterystycznych dla tego masażu linii na nogach. Nie są one jakieś wymyślnie skomplikowane i łatwo je zapamiętać, bo przebiegają zazwyczaj wzdłuż obrysu mięśni lub ścięgien. Prowadzą od przyczepów jednej grupy do drugiej itd. Uciskasz dwoma kciukami i tyle. No właśnie. Jak się już tak kilka godzin nauciskałem, to chciałem jechać do domu. Myśleliśmy z kumplami, że to będzie takie tam fiki miki, i tu nas Kanya zaskoczyła. Zaczęła pokazywać techniki rozciągania powięzi, mięśni i pracy na stawach. Znam wiele technik z terapii manualnej, ale to, co Kanya wydziwiała, robiło wrażenie. Np technika będąca równocześnie trakcją, rozciąganiem powięzi, rotacją, i tak na wielu stawach, mięśniach i na wiele sposobów. Techniki, poza tym, że skuteczne, to są bardzo widowiskowe. Po pierwszym dniu czułem się jak po treningu karate. Masaż w niektórych miejscach jest bolesny, ale ból ten musi być znośny i nie duży. Ogólnie wrażenie po tym masażu jest przyjemne. Cały zabieg jest podobny do tych z yumeiho. Jest on jednak w moim odczuciu delikatniejszy, bardziej przemyślany i nie tak siermiężny, jak u japończyków. Nie ma też manipulacji na stawach obwodowych (przynajmniej na pierwszym etapie kursu). Jest to tzw. masaż jogiczny, więc głównie skupia się na streczingu i pracy z tkanką miękką. Początkowo planowaliśmy, jako starzy wyjadacze, zrobić z kumplami dwa etapy od strzału - podstawowy i zaawansowany. Jednak materiału jest dużo więc postanowiliśmy po pierwszym etapie zrezygnować, by przedstawioną nam wiedzę przetrawić na spokojnie. Nie polecam więc robienia dwóch stopni na raz. Za dużo tego jest, a wiedza, którą dzieli się Kanya wymaga treningu i precyzji. Nie jest to jednak trudna sztuka. Jest to spokojna, precyzyjna robota. Można ją podzielić na segmenty np. robiąc sam kręgosłup, lub całe ciało albo po prostu nogi ze stopami. Technik też jest wiele i nie trzeba, choć można, stosować wszystkie. Na pierwszym etapie pokazywany jest ogólny masaż całego ciała w pozycji leżącej na plecach, brzuchu, bocznej jak i siedzącej. Nie ma twarzy i zbyt wielu manipulacji. Nie ma też zbyt żmudnej roboty na samych stopach. Jest natomiast dużo ciekawych rozściągań i pracy z powięzią. Trochę to wszystko zahacza też o podstawy neuromobilizacji. Ważna jest wygoda samego pacjenta, jak i ergonomia technik wykonywanych przez terapeutę. Do tego masażu nie potrzebny jest wzrok. Potrzebne są natomiast dobre czucie i trochę orientacji przestrzennej (nie mylić z orientacją w terenie). Pisząc o orientacji przestrzennej mam na myśli uświadomienie sobie, że świad posiada 3 wymiary. W masażu tym bawimy się ciałem rozciągając je w różnych kierunkach. Góra, dół, lewo, prawo - stąd ta widowiskowość. Jarek W. " calosc opinii i dyskusja "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja"

massagewarsaw, 28.03.2011

Tajski dla głuchoniewidomych Szkolenie z podstaw masażu tajskiego dla osób głuchoniewidomych Bezpłatne szkolenie dla osób głuchoniewidomych z podstaw masażu tajskiego? Dzięki projektowi, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje ręce…” stało się to możliwe! Wzięło w nim udział dziesięciu beneficjentów tego projektu, którzy będąc już masażystami, chcieli zdobyć dodatkowe umiejętności i tym samym zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy. Szkolenie odbyło się w miejscu bliskim sercom wielu osób związanych z TPG, czyli w Ośrodku Szkoleniowym Stowarzyszenia „Akademia Łucznica”. Poprowadziła je natomiast Kanya Krongboon, o której dużo można się dowiedzieć ze strony internetowej Kanya sama się na niej przedstawia jako „jedyna nauczycielka masażu tajskiego, indonezyjskiego i tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce”. Oprócz tego chwali się też, że: Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego, indonezyjskiego, tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego z kilkunastoletnim doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć tysięcy zabiegów, każdy trwający co najmniej godzinę i wyszkoliłam w trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej Brytanii ponad 500 masażystów, jak również prawie 600 na 80 kursach publicznych i prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy). Katarzyna Ptasznik, koordynator makroregionu południowo-wschodniego, która była odpowiedzialna za przygotowanie szkolenia dla masażystów, informacje te uzupełnia jeszcze o to, że jak wiedziała z wcześniejszych rozmów z Kanyą, ma ona bogate doświadczenie w pracy z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Było to ważne kryterium przy wyborze instruktora i jak się okazało przyniosło pozytywne efekty. A dlaczego w ogóle masaż tajski? Katarzyna Ptasznik wyjaśnia, że inspiracja wypłynęła z kilku źródeł: „Ludzie są coraz bardziej spięci, coraz bardziej potrzebują więc masażu relaksującego. A tajski jest bardziej masażem relaksacyjnym niż leczniczym. Jest doskonały dla osób, które po trudach codziennej pracy chcą sobie zrobić chwilę relaksu. Ponadto: masaż tajski wychodzi poza utarte schematy, więc w naszym społeczeństwie odbierany jest po prostu jako atrakcyjny. Dla naszych masażystów dodatkowym atutem jest też to, że do wykonywania masażu tajskiego nie potrzebują żadnego specjalistycznego wyposażenia – wystarczy kocyk, który rozłożą na dywanie w domu klienta. Przyznać się jednak muszę, że nie ja wpadłam na ten pomysł – podsunęli mi go sami masażyści, biorący udział w projekcie – sygnalizowali, że to jest ta technika, którą chcieliby poznać.” Szkolenie – okiem uczestnika, Krzysztofa Gaja (fragmenty – więcej w 4. numerze kwartalnika „Dłonie i Słowo”) „Dowiedziałem się, że ma być 10 masażystów z całej Polski z przewodnikami, więc zacząłem intensywnie myśleć, jak tylu głuchoniewidomych nauczyć w trzy dni masażu tajskiego i z lekka obawiałem się „wolnej polki", a nawet „partyzantki", jak to się żartobliwie czasem mówi na kurs, który ma być, żeby był. Ciągnęło mnie jednak coś i już, może to prowadząca Kanya Krongboon - prawdziwa Tajka, a może Anioł Stróż? Już wkrótce miało się okazać, że ja to i owszem, mam wyobraźni całkiem sporo, ale organizator i prowadzący, mieli więcej, bo nie spotkałem kogoś jadącego do Warszawy po szkoleniu, który by był niezadowolony. Po naszemu, po europejsku, jak masować, to gdzieś na leżance, kozetka jakaś, żeby tapczan chociaż. A tu na podłodze zasłane materacami, na materacach kocyczki i oto całe wyposażenie na początek do masażu tajskiego. Każdy głuchoniewidomy zajął pozycję siedzącą po turecku, albo jakąś parterową, bo i taki materac zachęca od razu do polegiwania nawet. Zrobiło sie gwarno, każdy gada do swojego przewodnika i odwrotnie, więc 20 głosów co najmniej coś tam sobie jeszcze uzupełnia na jakiejś „mózgowej półce". Nie mogę się doczekać na rozpoczęcie. Obok mnie Tomek mój przewodnik, Kasia, przewodnik Zuzanny i tak dalej: Iza, Mariusz, Warszawa, Wrocław, Kraków, Szczecin. Sala dość duża, więc się stresuje, że do mnie nie dotrze coś. W pewnym momencie rozległo sie tradycyjne cii cii cii bo oto z cicha zaczyna do nas przemawiać pani Kanya. Sporo osób zna angielski, ale Małgorzata tłumaczy ofiarnie głośno wszystkim, którzy mają problemy. Szybka decyzja, kto będzie masowany i oto już Zuzanna leży na materacu i zaczynamy masaż stopy. Nasi przewodnicy dysponują już rysunkami, gdzieś ktoś rozdał, biorę do ręki, kilkanaście, może lepiej stron. Pani Kanya pokazuje pierwszą linię, przewodnicy powtarzają nam, raz i jeszcze raz, do skutku. Wreszcie próbujemy. Uciskam kciukami na stopę Zuzanny od podeszwy i klęczę bogobojnie na kolanach, i pochylony do przodu. Doczekałem się na panią Kanyę, podchodzi. Od razu poprawia. Ja tu gniotę rękami, jak te kopytka przysłowiowe i szybko, a ja mam naciskać, wolniutko i coraz głębiej przez całe three seconds i jak by tego było mało, to pani Kanya mówi do mnie: come back - wróć. W masażu klasycznym zawsze masuje się dosercowo i nie wraca, a w tajskim jest to come back. Nie dość tego. Coś tu na początku mi nie idzie, pani Kanya widzi, że nie rozumiem, bierze mi rękę na swoje plecy i sama naciska stopę Zuzanny. Nagle zrozumiałem! Ona nie naciska rękoma, ona buja się do przodu i tyłu i naciska jakby całym ciałem, a siła idzie na kciuk. Wchodzi w stopę jak w masło i na dokładkę Zuzanny pytają, czy boli, a ona mówi, że nic, a nic. Jest gwarno jak w ulu, jedna wielka gadanina, ten zapyta, ten odpowie, ten powtórzy, tamten poda, każdy ma roboty pełne ręce. Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza. Tak wygniatając sobie wzajemnie obydwoma kciukami nogi, co raz pokazując nowe punkty i linie, wybiła 21:00, koniec na dzisiaj. Ludzie mówią, że fajnie jest, ciężki program nabity na full - jak mawia młodzież, ale owocny. Męczyć, to się Polak lubi, byle wiedział po co. Coś tak czuję, że ludzie mają zapał, wszędzie słychać ożywienie. Koniec dnia. Jutrzejszy, będzie według planu taki sam, tyle, że więcej pracy, bo od samego rana. Gdybym ten dzień chciał porządnie opisać, tak z detalami, to by trzeba było kilku rozdziałów, więc proponuję streszczenie: jedzenie, masowanie, masowanie jedzenie, masowanie, masowanie i spanie. Ostatniego dnia, w niedzielę, trenujemy ofiarnie, przypominamy, sprawdzamy, powtarzamy jeszcze, a pani Kanya Krongboon dokładnie sprawdza każdego cichaczem. Chwali i słusznie, bo zawsze lepiej raz pochwalić, niż dwa razy zganić. I oto wypełniamy ankiety po szkoleniu na krótko przed obiadem, brawa, podziękowania i rozchodzimy się na obiad. Pani Kasia - bo na tym kursie tak mówiło się na kierowniczkę, zdecydowała o organizacji po obiedzie. To fajnie tak do kierowniczki wołać Kasia, zwykle kierownik to: kolejka, podanie, odpowiedź, demonstracja wyższości, nierzadko buta, a tu podchodzisz i masz przed sobą kierowniczkę, która mówi, że jest Kasia. Bardzo miłe to wrażenie robiło, nie powiem. Po obiedzie już spakowani, czekamy na najważniejszą chwilę szkolenia, czyli wręczenie dyplomów i zaświadczeń, a sam jeszcze nie wiem, co to, to też ciekawość, która jest pierwszym stopniem do wiedzy, a ta zła do piekła, wzrasta. Pani Kanya mówi ostatnie słowa, że dobrze nam szło, że możemy się posługiwać masażem tajskim w swoich gabinetach, aż wreszcie ruszyła kolejka do wręczenia świadectw. Każdy ściskał w garści swoje, pod kurtkę chowa, bo pada. Wielkie podziękowania dla pani Kanyi, brawa i brawa, wszyscy się uśmiechają. W końcu zabieramy się do autokaru i do stolicy, skąd wkrótce rozjedziemy się na cały kraj. Gratuluję pomysłu organizatorom kursu, kogo nie było niech zazdrości i mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś taki będzie?” Wrażenia innych uczestników Danuta Gronowicz ze Szczecina: „Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe. Poza tym bardzo mnie to interesuje. Ukończyłam kurs masażu klasycznego w „Akademii Fitness”, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Z jednej strony chciałam więc podnieść swoje kwalifikacje, a z drugiej rozwinąć swoje zainteresowania. Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! Wydawałam przy tym dziwne dźwięki, którym wszyscy się dziwili (śmiech). To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło. Stąd te dziwne dźwięki. Masażu tajskiego nie będę robić osobom, które będą przychodziły do mnie z chorobami kręgosłupa, czy innymi bolesnymi schorzeniami. Przypadek każdego klienta rozpatrzeć będę musiała indywidualnie. Na pewno jednak wielokrotnie wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili z ciekawości. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Zawsze jednak powtarzam, że sam masaż nie rozwiąże problemu –doradzam też zwykle zmianę diety i więcej ruchu.” Mariusz Het z Kluczborka i Tomasz Marciniak z Rawicza: „Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać!” „Samo szkolenie? Przeszkadzał mi trochę hałas. Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce itp. Gdy wszyscy wokół rozmawiali, trudno było się skupić. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy było wreszcie cicho.” „Cieszę się, że mogłem poznać Kanyę i wielu innych ludzi.” ;news=80

massagewarsaw, 04.04.2011

Kurs masażu tajskiego 13-15.05 Zwardon k Żywca Kurs jest otwarty rowniez dla amatorow masazu, wlacznie z trenujacymi muay thai, kick boxing. Gościem kursu (i moze uczestnikiem) będzie Interkontynentalny Mistrz Świata w Muay Thai, Rafał Simonides , ktory pochodzi z tych stron, a przez obecnosc na kursie chce podkreslic zwiazek boksu tajskiego z masazem tajskim. W sobotni wieczor 14.5, po zajeciach, opowie on o znaczeniu masazu tajskiego w treningu zawodnikow muay, o kulturze, życiu codziennym w Tajlandii, pokaze swoje albumy i film o Tajlandii. Kursanci otrzymują oprócz certyfikatu od instruktora kursu, p Krongboon, rowniez dyplom referencyjny od Rafała Simonidesa oraz firmy szkoleniowej Pro Reha Sport. Amatorzy masazu dostana dodatkowo balsam ziolowy do masazu, rozgrzewajacy olejek dla bokserow i przeciwbolowa esencje ziolowa. Kurs rozpoczynamy w piatek 13.05 o 9.00, do niedzieli wieczora. Organizatorzy moga odebrac ze stacji PKP Zwardon. Koszt 800zl Nocleg w hotelu, pokoje 2 i 3 osobowe 50 zł, śniadanie 10 zł, obiad 20 zł, kolacja 10 zł. Zaliczka 100zl dla hotelu, rownoczesnie gwarantujaca udzial w kursie. wiecej info

massagewarsaw, 10.04.2011

Kursy masaży orientalnych Serdecznie zapraszamy na kolejne, cykliczne warsztaty masaży z Azji południowo-wschodniej: Kampinos k Warszawy: - 22-25.04 masaz tajski 900zl (Wielkanoc) - 26-27.04 tajski stemplami ziolowymi 500zl - 28-29.04 tajski masaz stop 500zl - 30.4-3.5 tajski 900zl (Majowka) Poznan - 6-8.5 tajski 800zl żywiec - 13-15.5 tajski 800zl Kielce - 27-29.5 tajski 800zl - 30.5 tajski stemplami ziolowymi 400zl - 31.5 tajski masaz stop 400zl Koszalin - 3-5.06 tajski 800zl - 11-12.6 tajski masaz stop 400zl Olsztyn - 13-17.6 tajski 800zl Chorzów - 2-4.09 tajski 800 zł - 9-11-09 indonezyjski 800 zł - 17.09 tajski stóp 400 zł Kurs masażu tajskiego, indonezyjskiego, stemplami i stop w Kampinosie - 50% zniżki dla drugiej i każdej kolejnej osoby. W przypadku kursów prowadzonych w pozostałych miejscowościach jest zniżka dla dwóch i więcej osób zapisujących się razem: tajski i indonezyjski, zniżka po 100zł za osobe, masaż stemplami ziołowymi i tajski masaż stóp - zniżka po 50zł za osobę. Powtórka kursów w Kampinosie bezpłatnie (jeśli przychodzisz na inny kurs) lub 50zł/dzień. W innych miastach 100zł/dzień. Kursy są tańsze od innych kursów organizowanych do tej pory w Warszawie czy innych miejscach - i bardziej dostępne dla uczniów/studentów masazu i fizjoterapii. Jakkolwiek, kursy są otwarte również dla amatorów masażu, a nawet dzieci/młodzieży z opiekunem. Zajęcia w Kampinosie: pierwszy dzien 12:00 do 19:00, kolejne dni 9:00 do 18:00, ostatni dzien 9:00 - 16:00. Noclegi w jedynkach i dwojkach z lazienka 35-40zl. Mozna tez codziennie dojezdzac, mozna przywiezc psa. Wyzywienie opcjonalne (mozna korzystac z ogolnodostepnej kuchni): sniadania 12zl, kolacje 13zl, obiady 15zl. Uczestniczyłem w kursie masażu tajskiego podstawowego i zaawansowanego oraz kursie masażu indonezyjskiego na ul. Krolewskiej w Krakowie. Na każdym panowała miła i przyjazna atmosfera. Kanya zawsze służyła radą i pomocą. Wiele elementów, których uczyłem się na kursach, wykorzystuję w codziennej pracy. Przemek B. niedowidzacy technik masazysta po Szkole krakowskiej *** Dziękuje za bardzo dobry kurs masażu tajskiego. Miałem wiele zabiegów tajskiego na całym świecie, również od nauczycieli masażu - u Kanyi czuć nie tylko profesjonalizm technik, ale "ręce z powołaniem", każdy dotyk ma cel i czuć jego efekt. Kanya bardzo dobrze uczy masażu tajskiego, ma żadko spotykany dar. W czasie masażu czuje się emanujacy z niej spokój. Idealnie zgrane nacisk dłoni, ruchy całego ciała i oddech. Tylko sie uczyć od mistrza. Masaż tajski jest zupełnie inny od klasycznego w tym, że oszczędza dłonie masażysty. Moja fascynacja masazem Tajskim jeszcze bardziej sie ugruntowała po kursie zaawansowanym. Kaya pokazała, jak różnymi technikami masazu (stopą, łokciem, przedramieniem) mozna osiągnąć pożadany efekt. Bardziej uświadomiłem sobie jak ważna jest kolejność wykonywania masażu do osiągniecie lepszego efektu. Kanya zna wiele ciekawych technik masażu, które nie są uczone normalnie w szkolach. Sa one proste i skuteczne, pozwalają bardziej wczuć sie w klimat masazu Tajskiego. Jestem zainteresowany wymiana zabiegow tajskiego Bogdan Górnicki, niewidomy amator masażu, Warszawa, kurs masażu tajskiego Kampinos Majówka i kurs zaawansowany siepien 2010 **** Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać! Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy był wreszcie spokoj. Tomasz Marciniak technik masażysta głuchoniewidomy Rawicz *** Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza. Krzysztofa Gaj technik masażysta głuchoniewidomy z Krakowa *** Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło. Na pewno wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Danuta Gronowicz technik masażystka głuchoniewidoma ze Szczecina *** Kursy sa profesjonalne i rzetelnne. Kanya jest świetnym dydaktykiem, cechuje ją cierpliwośc i spokój, doskonale przekazuje wiedzę - mam na myśli szczególnie osoby słabowidzące i niewidome, które są otoczone dobrą opieką. Kanya podchodzi do każdego i pokazuje, aż do skutku. Podczas demonstrowania kolejnych technik każdy może podejść i dotykać rąk prowadzącej. Nie każdy ma takie doświadczenie i predyspozycje, Kanya robi to perfekcyjnie. Kurs masażu tajskiego i masażu tajskiego stóp jest doskonałym uzupełnieniem pracy z tkankami miękkimi - dużo streczingu i masażu głębokiego. Są to bardzo skuteczne techniki, polecam i zachęcam do ich poznania. Grzegorz Romanowski, przewodniczący Dolnośląskiej Sekcji Niewidomych i Słabowidzących Masażystów i Fizjoterapeutów Polskiego Zwiazku Niewidomych, Wrocław ***** Sposób prowadzenia zajęć w pełni mi odpowiada. Kanya to życzliwa osoba, umiejąca przekazać wiedze osobie niewidzącej. Wiem, że jest to cecha, którą nie posiadają wszyscy uczący, nawet z papierami tyflopedagogicznymi, bo tu papier nie pomoże, kiedy nie ma serca. W naszym kręgu kulturowym czasami otwartość, bezinteresowność i, ośmiele się napisać, wręcz dziecięca radość, postrzegana jest z rezerwą. A ja ją za to lubię. My europejczyczy jesteśmy uziemieni. Gosia Cz. Kurs masazu tajskiego Kielce, Bochnia 10.2009 *** Byłem na kursie masażu tajskiego w Krakowie w szkole masażu dla niewidomych i słabowidzących - kurs super, jestem pod wrażeniem metody i prowadzącej. Od wielu lat jestem masażystą, zajmuje się równiesz akupresurą i terapią manualną, masaż tajski jest pięknym połączeniem i uzupełnieniem tych metod. Elementy masażu tajskiego wykorzystuję podczas tradycyjnego masażu na stole. Oczywiście wykonuję go również jako całość, na specjalne życzenie klietów, których jest coraz więcej. Polecam masażystom zapoznanie sie z tą metodą, na pewno przyniesie dużo satysfakcji Wam i Waszym klietom. Z kursu zaawansowanego skożystam wiosną. Joachim Trocha, technik masażu, Bytom 09.2009 *** Kanya jest fantastyczną osobą. Potrafi wszystko cierpliwie wytłumaczyć, pokazać kilka razy, jeśli ktoś czegoś nie rozumie. Osobiście dla mnie ważne była niewielka ilość uczestników, bo jestem niewidoma. Każdy mi chętnie pomagał. Zżyliśmy się wszyscy, az żal było się rozstawać. Chętnie wezmę udział w innych szkoleniach. Masaż Tajski jest bardzo interesujący, jeśli prowadzi go ktoś, kto posiada duże doświadczenie i umie podzielić się swoją wiedzą. Warto skorzystać z kursow Kanyi. Eliza Praska, kurs masazu Gdansk marzec '09 Masaż tajski subiektywna recenzja fragment opinii niewidomego masazysty o kursie tajskiego: "Masaż wykonywany jest w parterze, na macie. Nie ma tu żadnej pracy z energią czy jakimiś tam wydumanymi meridianami. Jest to strikte fizyczna robota. Pacjent leży, a terapeuta klęczy obok, nad nim, lub na jednej nodze, gdy druga jest wykroczna. Masaż ten polega na tym, by używać siły własnego ciała i nie męczyć się podczas zabiegu. Myślałem, że od dlugiego klęczenia będą mnie boleć nogi czy kregoslup lędźwiowy, ale tak nie było. Kanya zwraca uwagę na ergonomię technik i to by podczas ich wykonywania nie zrobiliśmy sobie sami kuku. Pierwszy etap pokazów to były uciski wzdłuż charakterystycznych dla tego masażu linii na nogach. Nie są one jakieś wymyślnie skomplikowane i łatwo je zapamiętać, bo przebiegają zazwyczaj wzdłuż obrysu mięśni lub ścięgien. Prowadzą od przyczepów jednej grupy do drugiej itd. Uciskasz dwoma kciukami i tyle. No właśnie. Jak się już tak kilka godzin nauciskałem, to chciałem jechać do domu. Myśleliśmy z kumplami, że to będzie takie tam fiki miki, i tu nas Kanya zaskoczyła. Zaczęła pokazywać techniki rozciągania powięzi, mięśni i pracy na stawach. Znam wiele technik z terapii manualnej, ale to, co Kanya wydziwiała, robiło wrażenie. Np technika będąca równocześnie trakcją, rozciąganiem powięzi, rotacją, i tak na wielu stawach, mięśniach i na wiele sposobów. Techniki, poza tym, że skuteczne, to są bardzo widowiskowe. Po pierwszym dniu czułem się jak po treningu karate. Masaż w niektórych miejscach jest bolesny, ale ból ten musi być znośny i nie duży. Ogólnie wrażenie po tym masażu jest przyjemne. Cały zabieg jest podobny do tych z yumeiho. Jest on jednak w moim odczuciu delikatniejszy, bardziej przemyślany i nie tak siermiężny, jak u japończyków. Nie ma też manipulacji na stawach obwodowych (przynajmniej na pierwszym etapie kursu). Jest to tzw. masaż jogiczny, więc głównie skupia się na streczingu i pracy z tkanką miękką. Początkowo planowaliśmy, jako starzy wyjadacze, zrobić z kumplami dwa etapy od strzału - podstawowy i zaawansowany. Jednak materiału jest dużo więc postanowiliśmy po pierwszym etapie zrezygnować, by przedstawioną nam wiedzę przetrawić na spokojnie. Nie polecam więc robienia dwóch stopni na raz. Za dużo tego jest, a wiedza, którą dzieli się Kanya wymaga treningu i precyzji. Nie jest to jednak trudna sztuka. Jest to spokojna, precyzyjna robota. Można ją podzielić na segmenty np. robiąc sam kręgosłup, lub całe ciało albo po prostu nogi ze stopami. Technik też jest wiele i nie trzeba, choć można, stosować wszystkie. Na pierwszym etapie pokazywany jest ogólny masaż całego ciała w pozycji leżącej na plecach, brzuchu, bocznej jak i siedzącej. Nie ma twarzy i zbyt wielu manipulacji. Nie ma też zbyt żmudnej roboty na samych stopach. Jest natomiast dużo ciekawych rozściągań i pracy z powięzią. Trochę to wszystko zahacza też o podstawy neuromobilizacji. Ważna jest wygoda samego pacjenta, jak i ergonomia technik wykonywanych przez terapeutę. Do tego masażu nie potrzebny jest wzrok. Potrzebne są natomiast dobre czucie i trochę orientacji przestrzennej (nie mylić z orientacją w terenie). Pisząc o orientacji przestrzennej mam na myśli uświadomienie sobie, że świad posiada 3 wymiary. W masażu tym bawimy się ciałem rozciągając je w różnych kierunkach. Góra, dół, lewo, prawo - stąd ta widowiskowość. Jarek W. " calosc opinii i dyskusja "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja" Tajski dla głuchoniewidomych Szkolenie z podstaw masażu tajskiego dla osób głuchoniewidomych Bezpłatne szkolenie dla osób głuchoniewidomych z podstaw masażu tajskiego? Dzięki projektowi, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje ręce…” stało się to możliwe! Wzięło w nim udział dziesięciu beneficjentów tego projektu, którzy będąc już masażystami, chcieli zdobyć dodatkowe umiejętności i tym samym zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy. Szkolenie odbyło się w miejscu bliskim sercom wielu osób związanych z TPG, czyli w Ośrodku Szkoleniowym Stowarzyszenia „Akademia Łucznica”. Poprowadziła je natomiast Kanya Krongboon, o której dużo można się dowiedzieć ze strony internetowej Kanya sama się na niej przedstawia jako „jedyna nauczycielka masażu tajskiego, indonezyjskiego i tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce”. Oprócz tego chwali się też, że: Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego, indonezyjskiego, tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego z kilkunastoletnim doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć tysięcy zabiegów, każdy trwający co najmniej godzinę i wyszkoliłam w trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej Brytanii ponad 500 masażystów, jak również prawie 600 na 80 kursach publicznych i prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy). Katarzyna Ptasznik, koordynator makroregionu południowo-wschodniego, która była odpowiedzialna za przygotowanie szkolenia dla masażystów, informacje te uzupełnia jeszcze o to, że jak wiedziała z wcześniejszych rozmów z Kanyą, ma ona bogate doświadczenie w pracy z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Było to ważne kryterium przy wyborze instruktora i jak się okazało przyniosło pozytywne efekty. A dlaczego w ogóle masaż tajski? Katarzyna Ptasznik wyjaśnia, że inspiracja wypłynęła z kilku źródeł: „Ludzie są coraz bardziej spięci, coraz bardziej potrzebują więc masażu relaksującego. A tajski jest bardziej masażem relaksacyjnym niż leczniczym. Jest doskonały dla osób, które po trudach codziennej pracy chcą sobie zrobić chwilę relaksu. Ponadto: masaż tajski wychodzi poza utarte schematy, więc w naszym społeczeństwie odbierany jest po prostu jako atrakcyjny. Dla naszych masażystów dodatkowym atutem jest też to, że do wykonywania masażu tajskiego nie potrzebują żadnego specjalistycznego wyposażenia – wystarczy kocyk, który rozłożą na dywanie w domu klienta. Przyznać się jednak muszę, że nie ja wpadłam na ten pomysł – podsunęli mi go sami masażyści, biorący udział w projekcie – sygnalizowali, że to jest ta technika, którą chcieliby poznać.” Szkolenie – okiem uczestnika, Krzysztofa Gaja (fragmenty – więcej w 4. numerze kwartalnika „Dłonie i Słowo”) „Dowiedziałem się, że ma być 10 masażystów z całej Polski z przewodnikami, więc zacząłem intensywnie myśleć, jak tylu głuchoniewidomych nauczyć w trzy dni masażu tajskiego i z lekka obawiałem się „wolnej polki", a nawet „partyzantki", jak to się żartobliwie czasem mówi na kurs, który ma być, żeby był. Ciągnęło mnie jednak coś i już, może to prowadząca Kanya Krongboon - prawdziwa Tajka, a może Anioł Stróż? Już wkrótce miało się okazać, że ja to i owszem, mam wyobraźni całkiem sporo, ale organizator i prowadzący, mieli więcej, bo nie spotkałem kogoś jadącego do Warszawy po szkoleniu, który by był niezadowolony. Po naszemu, po europejsku, jak masować, to gdzieś na leżance, kozetka jakaś, żeby tapczan chociaż. A tu na podłodze zasłane materacami, na materacach kocyczki i oto całe wyposażenie na początek do masażu tajskiego. Każdy głuchoniewidomy zajął pozycję siedzącą po turecku, albo jakąś parterową, bo i taki materac zachęca od razu do polegiwania nawet. Zrobiło sie gwarno, każdy gada do swojego przewodnika i odwrotnie, więc 20 głosów co najmniej coś tam sobie jeszcze uzupełnia na jakiejś „mózgowej półce". Nie mogę się doczekać na rozpoczęcie. Obok mnie Tomek mój przewodnik, Kasia, przewodnik Zuzanny i tak dalej: Iza, Mariusz, Warszawa, Wrocław, Kraków, Szczecin. Sala dość duża, więc się stresuje, że do mnie nie dotrze coś. W pewnym momencie rozległo sie tradycyjne cii cii cii bo oto z cicha zaczyna do nas przemawiać pani Kanya. Sporo osób zna angielski, ale Małgorzata tłumaczy ofiarnie głośno wszystkim, którzy mają problemy. Szybka decyzja, kto będzie masowany i oto już Zuzanna leży na materacu i zaczynamy masaż stopy. Nasi przewodnicy dysponują już rysunkami, gdzieś ktoś rozdał, biorę do ręki, kilkanaście, może lepiej stron. Pani Kanya pokazuje pierwszą linię, przewodnicy powtarzają nam, raz i jeszcze raz, do skutku. Wreszcie próbujemy. Uciskam kciukami na stopę Zuzanny od podeszwy i klęczę bogobojnie na kolanach, i pochylony do przodu. Doczekałem się na panią Kanyę, podchodzi. Od razu poprawia. Ja tu gniotę rękami, jak te kopytka przysłowiowe i szybko, a ja mam naciskać, wolniutko i coraz głębiej przez całe three seconds i jak by tego było mało, to pani Kanya mówi do mnie: come back - wróć. W masażu klasycznym zawsze masuje się dosercowo i nie wraca, a w tajskim jest to come back. Nie dość tego. Coś tu na początku mi nie idzie, pani Kanya widzi, że nie rozumiem, bierze mi rękę na swoje plecy i sama naciska stopę Zuzanny. Nagle zrozumiałem! Ona nie naciska rękoma, ona buja się do przodu i tyłu i naciska jakby całym ciałem, a siła idzie na kciuk. Wchodzi w stopę jak w masło i na dokładkę Zuzanny pytają, czy boli, a ona mówi, że nic, a nic. Jest gwarno jak w ulu, jedna wielka gadanina, ten zapyta, ten odpowie, ten powtórzy, tamten poda, każdy ma roboty pełne ręce. Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza. Tak wygniatając sobie wzajemnie obydwoma kciukami nogi, co raz pokazując nowe punkty i linie, wybiła 21:00, koniec na dzisiaj. Ludzie mówią, że fajnie jest, ciężki program nabity na full - jak mawia młodzież, ale owocny. Męczyć, to się Polak lubi, byle wiedział po co. Coś tak czuję, że ludzie mają zapał, wszędzie słychać ożywienie. Koniec dnia. Jutrzejszy, będzie według planu taki sam, tyle, że więcej pracy, bo od samego rana. Gdybym ten dzień chciał porządnie opisać, tak z detalami, to by trzeba było kilku rozdziałów, więc proponuję streszczenie: jedzenie, masowanie, masowanie jedzenie, masowanie, masowanie i spanie. Ostatniego dnia, w niedzielę, trenujemy ofiarnie, przypominamy, sprawdzamy, powtarzamy jeszcze, a pani Kanya Krongboon dokładnie sprawdza każdego cichaczem. Chwali i słusznie, bo zawsze lepiej raz pochwalić, niż dwa razy zganić. I oto wypełniamy ankiety po szkoleniu na krótko przed obiadem, brawa, podziękowania i rozchodzimy się na obiad. Pani Kasia - bo na tym kursie tak mówiło się na kierowniczkę, zdecydowała o organizacji po obiedzie. To fajnie tak do kierowniczki wołać Kasia, zwykle kierownik to: kolejka, podanie, odpowiedź, demonstracja wyższości, nierzadko buta, a tu podchodzisz i masz przed sobą kierowniczkę, która mówi, że jest Kasia. Bardzo miłe to wrażenie robiło, nie powiem. Po obiedzie już spakowani, czekamy na najważniejszą chwilę szkolenia, czyli wręczenie dyplomów i zaświadczeń, a sam jeszcze nie wiem, co to, to też ciekawość, która jest pierwszym stopniem do wiedzy, a ta zła do piekła, wzrasta. Pani Kanya mówi ostatnie słowa, że dobrze nam szło, że możemy się posługiwać masażem tajskim w swoich gabinetach, aż wreszcie ruszyła kolejka do wręczenia świadectw. Każdy ściskał w garści swoje, pod kurtkę chowa, bo pada. Wielkie podziękowania dla pani Kanyi, brawa i brawa, wszyscy się uśmiechają. W końcu zabieramy się do autokaru i do stolicy, skąd wkrótce rozjedziemy się na cały kraj. Gratuluję pomysłu organizatorom kursu, kogo nie było niech zazdrości i mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś taki będzie?” Wrażenia innych uczestników Danuta Gronowicz ze Szczecina: „Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe. Poza tym bardzo mnie to interesuje. Ukończyłam kurs masażu klasycznego w „Akademii Fitness”, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Z jednej strony chciałam więc podnieść swoje kwalifikacje, a z drugiej rozwinąć swoje zainteresowania. Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! Wydawałam przy tym dziwne dźwięki, którym wszyscy się dziwili (śmiech). To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło. Stąd te dziwne dźwięki. Masażu tajskiego nie będę robić osobom, które będą przychodziły do mnie z chorobami kręgosłupa, czy innymi bolesnymi schorzeniami. Przypadek każdego klienta rozpatrzeć będę musiała indywidualnie. Na pewno jednak wielokrotnie wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili z ciekawości. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Zawsze jednak powtarzam, że sam masaż nie rozwiąże problemu –doradzam też zwykle zmianę diety i więcej ruchu.” Mariusz Het z Kluczborka i Tomasz Marciniak z Rawicza: „Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać!” „Samo szkolenie? Przeszkadzał mi trochę hałas. Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce itp. Gdy wszyscy wokół rozmawiali, trudno było się skupić. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy było wreszcie cicho.” „Cieszę się, że mogłem poznać Kanyę i wielu innych ludzi.” ;news=80 ,2933,1 Mikołaj Jeżak, autor jest partnerem i dyrektorem zarządzającym w 5 Stars Club Business Travel Wizyty w tajskich ośrodkach urody często ocierają się o mistycyzm. Aura niewyobrażalnego spokoju, duch filozofii buddyjskiej niczym mgiełka unoszą się nad obiektami SPA, w których zregenerujemy zarówno ciało, jak i umysł Przy wejściu wita nas nastrojowa muzyka. Od uśmiechniętej uroczej Tajki otrzymujemy klapki, elegancki szlafrok i jednorazową bieliznę. W powietrzu unosi się aura spokoju, charakterystyczna dla buddyzmu theravada, dominującego na Cejlonie. Po kąpieli w basenie i degustacji herbaty z tamaryndu jesteśmy gotowi na atrakcje SPA. Tajowie uczynili ze SPA sztukę. Każda wizyta w dobrym obiekcie jest ucztą dla ciała, spokojem dla ducha. Pierwsze SPA w Tajlandii powstały w połowie lat 80. Na początku większość z nich znajdowała się głównie w luksusowych pięciogwiazdkowych hotelach, bo na świecie panowała wówczas moda na wakacje w Tajlandii, a wypoczynek w SPA był synonimem luksusu. W drugiej połowie lat 90. ośrodki SPA niczym grzyby po deszczu zaczęły powstawać w Azji Południowo-Wschodniej. Niemal na każdym rogu ulicy; czy to w wielkich miastach, czy na prowincji można było znaleźć zabiegi SPA pozwalające na natychmiastową regenerację. Szybko okazało się, że koncepcja rozwoju właśnie tego segmentu turystyki może przynieść krajowi duże zyski i sprawić, że goście, którzy już raz wybrali Bangkok, Phuket czy Hua Hin, powrócą do Tajlandii jeszcze nieraz. Bo to kraj stworzony do tego typu usług. Chodzi o legendarną tajską gościnność, serdeczny sposób bycia i uśmiech, który towarzyszy Tajom na co dzień, wysoką kulturę obsługi klienta i pracowitość. Trzeba jeszcze dodać wspaniały klimat, ciekawą lokalną architekturę, umiejętność dbania o szczegół oraz konkurencyjne ceny. Nic dziwnego, że dziś tajskie SPA to prawdziwy przemysł. Poza turystami zagranicznymi (obecnie stanowią ok. 70 proc. klienteli SPA w Tajlandii) ta formuła spędzania wolnego czasu przyjęła się również wśród Tajów. Z pewnością do takiego boomu na SPA przyczynił się szybki rozwój tajskich miast oraz potężne zanieczyszczenie powietrza, szczególnie w stolicy. Zmienił się także tryb życia i odżywiania młodego tajskiego pokolenia. Tygrysy azjatyckie po prostu zaczęły się dusić. Społeczeństwo przyzwyczajone do spokoju, wiejskiego trybu życia w ciągu kilku lat odnotowywało wzrost produktu krajowego brutto o kilkanaście procent. Zwykli ludzie potrzebowali oddechu. Jednym ze sposobów na znalezienie równowagi duchowej i fizycznej stały się częste i krótkie wizyty w ośrodkach SPA. Jeszcze kilka lat temu specjaliści nie wróżyli tak spektakularnego sukcesu rozbudowanym salonom masażu. Od 2002 roku liczba nowo otwartych obiektów SPA w Tajlandii jednak się podwoiła. W roku 2002 tajskie SPA odwiedziło 3,3 mln osób, a w 2008 r. już 6 milionów. Singapurska spółka Intelligent Spas podaje, że do grudnia 2009 r. w Tajlandii działało 745 oficjalnie zarejestrowanych ośrodków SPA. Szacuje się, że wygenerowały one przychody rzędu 275 mln dolarów. Spośród 300 najlepszych w 2009 r. SPA na świecie aż 28 tajskich otrzymało prestiżowe nagrody od międzynarodowych instytucji zdrowia i urody. Eksperci najlepiej ocenili obiekty chińskie, singapurskie i właśnie tajskie. Trzy z nich otrzymały złote medale w swoich kategoriach. Wśród laureatów pojawiły się również obiekty z egzotycznych zakątków Buthanu czy Kambodży. Tajlandia zbiera owoce działań rządowych z lat 90., gdy intensywnie promowano ideę SPA. Na międzynarodowych konferencjach goście zapraszani byli na seanse SPA, sponsorowano ze środków rządowych szkolenia nowej kadry masażystów i terapeutów, przywrócono do życia tradycyjną historyczną szkołę tajskiego masażu. Ponadto ideę Sanare Per Aquam spopularyzowały również światowe gwiazdy muzyki pop, kina czy znane modelki. Do Chiva-Som, jednego z najbardziej znanych luksusowych kompleksów SPA w Azji, przyjeżdżają np. Victoria i David Beckham i Kate Moss. Tygodniowy pobyt w takim kurorcie to wydatek rzędu 35 tys. zł za osobę na tydzień. Do dyspozycji gości, oprócz bajecznego apartamentu, są m.in. prywatny terapeuta, dietetyk i seria zabiegów. A jest z czego wybierać. Jak żadne inne SPA w regionie, ośrodek Chiva-Som w Hua Hin może się pochwalić możliwością przeprowadzenia ponad 100 różnych zabiegów. Co ważne, nie trzeba wydawać fortuny, by poczuć się jak nowo narodzony. W niektórych SPA koszt kilkugodzinnego zabiegu porównywalny jest z dwudaniowym obiadem w przeciętnej warszawskiej restauracji, część obiektów, nawet tych luksusowych, dostępna jest również dla klientów, którzy nie są gośćmi hotelu. Choć zakres możliwych świadczeń i zabiegów rozszerza się z roku na rok, z ankiety przeprowadzonej przez Intelligent Spas w czołowych 159 SPA na świecie wynika, że połowa gości wybiera tylko masaż i cały czas pozostaje on najpopularniejszym zabiegiem także przy konstruowaniu pakietów regeneracyjnych. Prawie połowa ośrodków SPA w Tajlandii nie oferuje zakwaterowania - są to tak zwane daily SPA. Druga połowa podzielona jest na hotele SPA, SPA destinations i SPA resorts. To kurorty, do których goście, głównie biznesmeni, udają się na trwające minimum sześć dni wakacje. Jai yin, yin - "spokojnie, wyluzuj", z pewnością ten zwrot usłyszymy w salonie SPA. Drewniane tekowe łoże z białymi baldachimami, delikatny powiew morskiej bryzy, bambusowe przepierzenia dla stworzenia intymnej atmosfery i lekki, unoszący się w powietrzu zapach migdałowego kadzidła. Wygodnie leżąc na brzuchu, obserwuję ocean, po chwili, zanim na dobre rozpocznie się zamówiony zabieg, odpływam. Aby tak się poczuć, nie trzeba wcale jechać nad morze ani w góry. Blisko 30 proc. wszystkich tajskich ośrodków SPA znajduje się właśnie w centrum i na obrzeżach Bangkoku. Ich przepięknie zaprojektowane pomieszczenia sprawiają, że czujemy się jak w naturalnych plenerach. Spośród tajskich masaży warto wybrać tradycyjny nuad boran. To jedna z najstarszych form masażu, która pojawiła się wraz z buddyzmem w Tajlandii 2500 lat temu. Technikę sprowadził tu Jivaka Kumar Bhacca, żyjący w czasach Buddy osobisty lekarz jednego z królów tajskich. Przyjaźnił się podobno z samym Buddą, służąc poradami medycznymi wielu buddyjskim mnichom. Swego czasu antyczna stolica tajskiego państwa - Ayuthaya - była skarbnicą wiedzy o ówczesnych szkołach masażu. Niestety, podczas najazdu birmańskiej armii większość bezcennych tekstów została spalona. Jednym z ocalałych dokumentów była 60-stronicowa księga masażu tajskiego przechowywana obecnie przy ołtarzu w Wat Pho, jednej ze znanych buddyjskich świątyń. Oprócz tajskiego masażu tradycyjnego, gwarantowanego właściwie w każdym ośrodku, prawie wszystkie SPA oferują aromaterapię, w większości można znaleźć refleksologię oraz liczne terapie oparte na gorących kamieniach czy ciepłym błocie. Koncepcja SPA ewoluuje. Do zabiegów dołącza się obecnie seanse jogi i akupunktury. Można również skorzystać z techniki masażu tajskiego przed laty przeznaczonego wyłącznie dla członków rodziny królewskiej. Łączy on techniki stosowane w shiatsu, jamu czy akupresurze. W Chiva-Som, jednym z kultowych ośrodków SPA w Tajlandii, prawie 60 proc. gości korzysta z chiva-som massage polegającego na wcieraniu ciepłych olejków. Specjaliści twierdzą, że starsze ośrodki SPA są jak wino. Pracują w nich doświadczeni terapeuci i masażyści. Z roku na rok ich warsztat pracy się doskonali, a zakres usług jest systematycznie powiększany. Ponadto dzięki kilkunastoletniemu doświadczeniu mają zaufaną grupę klientów. Bez nich trudno byłoby rozwijać się nawet najlepszemu SPA. Doskonałym przykładem jest założona 16 lat temu Oriental SPA w hotelu Mandarin Oriental w Dhara Dhevi. Można się tam dostać tylko drogą wodną, samo SPA mieści się w odrestaurowanym XIX-wiecznym domu zbudowanym z drzewa tekowego. Oferowane tu zabiegi łączą medytację z tradycyjnym masażem. W Oriental wykorzystuje się tylko naturalne olejki, zioła oraz wyciągi owocowo-roślinne opracowywane według własnej formuły ośrodka. Najlepsze tajskie sieci SPA: Anantara, Angsana, Aman czy Banyan Tree, są znane na całym świecie. Nie znaczy to jednak, że udając się do mniej znanego obiektu, spotka nas rozczarowanie. Poziom oferowanych usług jest podobny, a coraz większa konkurencja wśród ośrodków sprawiła, że nawet najmniejsze SPA mają szeroki wachlarz usług. W końcu Tajlandia to kwintesencja kultury SPA. Buddyjski spokój wprowadzający w odpowiedni nastrój, egzotyczne zapachy, wspaniała architektura, przestrzeń, bujna roślinność i, oczywiście, niezliczone ilości różnorodnych storczyków.

massagewarsaw, 04.05.2011

Praktykowanie tai-chi ma zmniejszać ból oraz poprawiać ogólne samopoczucie osób cierpiących na zapalenie stawów (reumatoidalne zapalenie stawów, choroba zwyrodnieniowa stawów), według badaczy amerykańskich. Próba była przeprowadzona na 354 pacjentach, cierpiących na różne choroby reumatyczne. Połowa z uczestników praktykowała przez 8 tygodni kursy inicjacyjne do tai-chi – 2 sesje tygodniowo. Inni natomiast, czyli grupa kontrolna, przestrzegała jedynie tradycyjnego leczenia medycznego, w oczekiwaniu, aż badanie się skończy i będzie mogła wziąć udział w tym samym programie tai-chi, co grupa pierwsza. Rezultaty wykazują, że w porównaniu do uczestników z grupy kontrolnej, uczestnicy z grupy aktywnej odczuwali mniej bólu i mniej zmęczenia po 8 tygodniach praktykowania tai-chi. Cierpieli oni również mniej z powodu zesztywnienia stawów. Autorzy badania potwierdzają, że w okresie trwania projektu, kursanci tai-chi donosili także o lepszym ogólnym samopoczucia, a także wykazywali oni lepszy zmysł równowagi niż pacjenci z grupy kontrolnej. Podkreślmy jeszcze, że w trakcie tej próby klinicznej, pacjenci, których mobilność była zredukowana, mogli ćwiczyć tai-chi w pozycji siedzącej, a mimo wszystko odnieśli z tego takie same korzyści, jak pozostali.

massagewarsaw, 04.05.2011

obszerne fragmenty wpisu z bloga Rafala Uryzaja, fizjo z Poznania - link do calosci mozna wyguglowac: ... W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego. ... Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora - taki mały maraton po tajsku. Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi. Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z założenia ma być "Sanuk" czyli przyjemne. Wszystko co nie jest "sanuk" należy przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest "sanuk". Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu, tylko dla osób lubiących mocne wrażenia. Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego szybko zwyciężyła. Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego. ... Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho. Teraz kilka słów o samym szkoleniu. Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to mistrzyni. Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim (było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 h. Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie. Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia. ... Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu. Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu. ... Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości i wspaniałe odprężenie, które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po tajsku. kurs masaz tajski indonezyjski tajskimi stemplami ziolowymi tajskiego masazu stop warszawa

massagewarsaw, 13.09.2012

Tajski masaż stóp - moja subiektywna opinia ?hl=pl&fromgroups=#!topic/terapiamanualnapolska/UrwRKhlVT5I "Witam Byłem ostatnio (13 sierpnia) uczestnikiem kursu organizowanego przez kolegę z naszej listy. Poniżej zainteresowani tym jak było znajdą moją subiektywną recenzję kursu. 1. Organizacja Kurs był organizowany w gospodarstwie agroturystycznym w miejscowości Podkampinos koło Warszawy. Kto pamięta jak opisywałem warunki noclegowe w gospodarstwie w Kampinosie, podczas kursu podstawowego masażu tajskiego, ten zapewne domyśla się z jakim jechałem nastawieniem w tę dzicz kosmatą. No bo wiecie - trafienie do Kampinosu, czy Podkampinosu to nielada wyzwanie nawet dla osoby widzącej. Samotnego niewidomego w puszczy kampinoskiej wilki zjedzą a resztki rozdziobią kruki i wrony. Jechałem z południa Polski razem z widzącym kumplem, który również był uczestnikiem kursu. Samochód, nawigacja gps i trafiamy na wjazd do Podkampinosu, który jest zamknięty i remontowany most. Objazd źle oznaczony, więc błądzimy, a że to już noc to i niewiele widać. W końcu kończy się asfalt i polną drogą dojeżdżamy do gospodarstwa, na miejsce. W Kampinosie była straszna nędza. Tutaj w gospodarstwie, w miejscowości obok jest zdecydowanie czyściej, ładniej. Gospodarze bardzo mili, uczynni i kulturalni. Pokoje czyste i nie śmierdzące. Woda ciepła 24h na dobę. Jedzenie bardzo dobre i tanie! Można zamówić śniadania, obiady i kolację. Pokoje dwu, trzy, cztero osobowe. łazienki z kibelkiem albo w pokoju albo jedna na dwa i zawsze blisko. Czysto, więc bez klapek można wchodzić. W pokojach standard kampingu koloni, ale pamiętajmy, że to gospodarstwo agroturystyczne a nie 5 gwiazdkowy hotel. W szafach czysto i nie śmierdzi stęchlizną. Jest też nawet czajnik bezprzewodowy na wyposażeniu każdego pokoju. Tak więc, jeśli już tam w końcu, na tę zapadłą wiochę dotrzemy, to nie jest źle. Od razu mi się humor poprawił jak to ogarnąłem. 2. Masaż tajski stóp Kurs trwał dziesięć godzin, bo grupa była kumata i w mig chwytała o co chodzi, poza tym ludzie trenowali. Sam masaż stóp to pięćdziesiąt parę technik. Te parę zależy jak kto techniki liczy. Masaż nie należy do najprostszych. Wymaga precyzji. Same techniki nie są trudne i nie jest ich dużo, ale na prawdę trzeba się skupić przy robocie. Jego zaletą jest to, że po opanowaniu tego masażu na pewno znajdą się na niego klienci, czego niekoniecznie możemy się doczekać w przypadku masażu tajskiego całego ciała. Gdybym dzisiaj rozpoczynał swoją przygodę z masażem tajskim, to zacząłbym właśnie od masażu stóp. Masaż jest podobny do refleksologii, ale poza opracowywaniem niektórych punktów na stopie pracujemy również na stawie skokowym, podudziu i kolanie. To nie jest masaż gdzie uciskamy tylko kciukami, czy specjalną pałeczką. Te ponad pięćdziesiąt technik to rozciągania, ugniatania, presingi, ruchy koliste. Masaż jest wykonywany na olejku i trwa około godziny - obie stopy. Nie ma w nim jakiejś specjalnej filozofii, ale jest to żmudna, precyzyjna robota, którą można wzbogacić o refleksoterapię. Myślę, że połączenie tych obu metod jedynie wzbogaci je obie, tym bardziej, że w masażu tajskim w pewnym jego momencie jest właśnie miejsce na refleksoterapię, a od nas zależy ile i jakie punkty opracujemy. Im będzie ich więcej tym zabieg automatycznie stanie się dłuższy. Ta godzinna sesja pozwala na dobre wymasowanie stóp i podudzi w taki sposób, że nogi są głęboko rozluźnione, wypoczęte. Ja do teraz czuję różnicę pomiędzy lewą, na której trenowaliśmy, a prawą, którą specjalnie nie dawałem nikomu ruszyć. Ten masaż to jest na prawdę fajna sprawa i każdemu go polecam. Jeśli macie zamiar lub już zajmujecie się refleksoterapią, to warto go zrobić. Jeśli przymierzacie się do masażu tajskiego, to zacznijcie od stóp, a potem, jeśli będziecie chcieli, to dopiero weźcie się za ciało. Na te stopy będą chętni w każdym gabinecie. Masaż jest do opanowania przez osobę niewidomą, ale wymaga treningu pod okiem kogoś widzącego, kto albo już ten kurs zrobił, albo był razem z wami na tym samym kursie. Nie dotyczy osób, które mają pojęcie o refleksoterapii. Kanya - instruktorka pokazuje aż do skutku, więc nawet najbardziej odporni na wiedzę na pewno wszystko zrozumieją. Masaż wykonujemy na macie lub stole. By oszczędzać kciuki i pozostałe palce, stawy masujemy specjalną, malutką, drewnianą pałeczką. Masaż w niektórych momentach jest dla pacjenta bolesny, ma być on jednak wykonywany do granicy bólu. Można go robić codziennie. Nie jest obciążający dla terapeuty. Po dojściu do wprawy będzie można masować od rana do wieczora, bez jakiegoś specjalnego obciążenia i skutków ubocznych, które zazwyczaj odczuwają terapeuci stojący przy stołach. 3. Pozostałe uwagi Na kursie był tłumacz! To ważne, bo nie zawsze on jest. Można nagrywać kurs na kamerę, dyktafon, jest też czas na robienie notatek. Nie ma skryptu, nad czym ubolewałem. W masażu całego ciała, przynajmniej tym podstawowym, skrypt jest. Ułatwia on ćwiczenia, bo nie trzeba pamiętać początkowo kolejności wykonywania technik, więc poddaję to pod rozwagę Jankowi. Jak już go opracujecie z Kanią, to podeślij mi proszę. Certyfikat jest w dwóch językach - polskim i angielskim, formatu A4. Wg. mnie cena za kurs jest bardzo dobra i raczej szybko się ten wydatek zwróci. Grupa była piętnastoosobowa. było dwóch niewidomych. Ja krecik i kolega resztkowiec, reszta to widzący. Atmosfera na kursie miła, przyjazna, koleżeńska i wesoła. Jeżeli będzie więcej niewidomych niż jedna osoba na 5 widzących, to kurs musi być dłuższy, niż te kilkanaście godzin. W sali treningowej był stół z napojami i czymś na ząb. Ogólnie jestem zadowolony i polecam go zrobić. Drogie to nie jest, skomplikowane też nie aż tak, a zawsze coś nowego powieje w Waszych ofertach. Jedyny minus to lokalizacja i dojazd do miejscowości Podkampinos. Sugeruję więc wylądować już tam dzień wcześniej. U większości wyglądało to tak: desant w niedzielę, kurs w poniedziałek, powrót we wtorek. I to jest mądre, a jak ktoś mi nie wierzy... błądzić będzie. W razie pytań - piszcie. Pozdrawiam - Jarek" [massagewarsaw- w paru miejscach tekst poprawilem, literowka, przecinki]

massagewarsaw, 02.01.2013

Tajskie specialite de la mais – masaż od stóp do głów Z czym najbardziej turystom kojarzy się Tajlandia? Na pewno z masażem, za którego twórcę uznaje się nadwornego lekarza Buddy – Jīvaka Komarabhācca, znanego także jako Shivago Komarpaj. Człowiek ten uchodzi za ojca tajskiej medycyny, którą stworzył, łącząc wiedzę zaczerpniętą z medycyny chińskiej i Ajurwedy. Doktor Komarabhācca stworzył cztery podstawowe działy tajskiej medycyny: leki ziołowe, leki żywieniowe, praktyki duchowe i Nuad Bo'Rarn, czyli masaż tajski. „Nuad” oznacza „dotknąć w celu uzdrowienia”, zaś „Bo`Rarn” to coś szanowanego i starożytnego. Współcześnie masaże, które wpisuje się w tradycyjny tajski nurt relaksacji, są połączeniem wiedzy o medycynie z Chin, Indii, Tajlandii, a nawet Japonii. Tajowie uważają, iż współczesny masaż tajski bazuje na teorii, wedle której ludzkie ciało wypełnione jest cząsteczkami, zwanymi "lom". Cząsteczki te są wdychane do płuc, skąd dziesiątkami tysięcy kanalików („seny”) wędrują po ciele. Dlatego też masażysta koncentruje się przede wszystkim na miejscach ich skupisk, które uciska, co z kolei ma zapewnić dostęp do głębszych partii ciała. W Tajlandii do dziś wykształciła się ogromna liczba szkół masażu, jednak wedle wiedzy większości z nich najważniejsze skupiska "senów" mają swój początek na pępku, zaś kończą się na ustach. Na potwierdzenie złożoności masażu tajskiego należałoby przytoczyć badania naukowe, potwierdzające istnienie ścisłych związków między tajskimi punktami uścisków terapeutycznych i odpowiednimi punktami chińskiej akupunktury. Różnicą jest jedynie większe skupienie medyków chińskich na górnych kończynach, którego nie widać w masażu tajskim. Masaż tajski jest też ściśle związany z filozofią życia, dlatego generalnie nie powinno się go rozpatrywać w oderwaniu od religii, klasyfikacji pożywienia i ziołolecznictwa. Jego pochodzenie powiązane z chińskimi praktykami medycznymi , a Ajurweda każe łączyć go zarówno z akupresurą jak i teorią żywiołów. Generalnie powiedzieć można, że na tajski masaż relaksacyjny składają się elementy hinduskiej Ajurwedy, chińskiej jogi oraz elementy refleksologii, czyli metody leczenia praktykowanego szczególnie często w starożytnym Egipcie. W naszym kraju najpopularniejszym podziałem masażu tajskiego jest:klasyczny, masaż z olejkami, refleksoterapia stóp, masaż głowy i masaż ziołowymi stemplami. Masaż klasyczny wykonywać można przez ubranie, bez użycia jakichkolwiek substancji o oleistej konsystencji. Polega on na uciskaniu różnych części ciała począwszy od stóp, a na głowie skończywszy (zawsze idzie się ku górze ciała). Każdy kto po wątłych Tajkach-masażystkach z miejscowych ośrodków SPA, spodziewa się delikatnego relaksu i odprężenia, może się mocno zdziwić, gdyż masażu tego nie można nazwać subtelnym. W wielu kręgach tajskie techniki masażu nazywa się jogą dla leniwych, jako że osoba masowana przyjmuje wiele pozycji charakterystycznych właśnie dla jogi. Co ważne masaż taki odbywać się powinien w spokojnej atmosferze wykluczającej koncentrowanie się na czymkolwiek innym niż samej leczniczej terapii. Podczas klasycznego masażu, masażysta może wykorzystywać nie tylko dłonie, ale również nadgarstki, łokcie, przedramiona, a nawet kolana i stopy. Drugim, także niezwykle popularnym typem masażu, jest masaż z użyciem olejków aromatycznych. Jego celem jest relaksacja i rewitalizacja ciała. Jeśli chodzi o dobór olejków, w polskich salonach masażu dostępne są już pochodzące z Tajlandii specyfiki np. z ekstraktem z lawendy, drzewa sandałowego, różanego, ekstraktem z palisandru czy ylang-ylang. Masaż z użyciem olejków jest połączeniem technik akupresury z elementami masażu ajurwedycznego, często masowana osoba jest niemal naga, zaś jej ciało narażane jest na nacisk całym ciężarem ciała masażysty. Masażowi wykonywanemu z użyciem aromatycznych olejków, przypisuje się usprawnienie układu odpornościowego oraz nerwowego, ale również ogólne rozluźnienie. Ponieważ masaż taki przyspiesza proces wydostawania się wody z organizmu, zaleca się po jego wykonaniu uzupełnić jej niedobór. Znany z możliwości uśnieżenia bólu masaż głowy, karku i okolic ramion, jest szczególnie polecany w ośrodkach rehabilitacyjnych. Doskonale się bowiem sprawdza jako uzupełnienie terapii pourazowej, ale jak udowodniono zbawiennie działa też na bóle o charakterze chronicznym. Masaż głowy jest też świetną terapią dla osób, które od dłuższego czasu nie potrafią sobie poradzić z migrenowymi bólami głowy, pomaga w walce z zawrotami głowy, światłowstrętem, utratami przytomności i problemami z koncentracją. Za pomocą bawełnianych torebek wykonywany jest masaż stemplami ziołowymi. W ich wnętrzu umieszczana jest mieszanka ziół, zawierająca m.in. trawę cytrynową, kurkumę, liście eukaliptusa, limonkę i imbir lekarski. Aby mieszanka była skuteczna, stemple ziołowe są przed masażem podgrzewane. Dzięki podwyższeniu temperatury z woreczka uwalniają się olejki eteryczne, które następnie zostają wmasowywane w ciało. Kiedy stemple ulegają wychłodzeniu, masaż staje się coraz intensywniejszy, by z większą siłą wchłonęły się w skórę uwolnione składniki olejków. Takiemu masażowi, poza odprężeniem przypisuje się także poprawę przemiany materii, dlatego polecany jest nie tylko w terapiach leczniczych, ale również jako pomoc w ogólnym oczyszczaniu organizmu. Masaż tajski jak twierdzą specjaliści łączy najlepsze elementy z orientalnych technik relaksacyjno–leczniczych, które wzbogacone o współczesne metody masażu, dają niezrównane efekty terapeutyczne. Tajowie polecają ogólny masaż relaksacyjny, który trwa około dwóch godzin, krótsze, godzinne masaże polecane są, jeśli masaż ma koncentrować się na jednym problemie lub obolałym miejscu.

massagewarsaw, 28.02.2014

W dzisiejszym nowoczesnym, przepełnionym informacją i pośpiechem świecie, coraz częściej poszukujemy możliwości zatrzymania się i zwrócenia ku sobie, posłuchania naszego wewnętrznego głosu. Potrzebujemy spokojnego spojrzenia na nasze wewnętrzne życie w kontekście tego wszystkiego, co nas otacza, jak i w kontekście naszego zdrowia, samopoczucia, oraz naszych osobistych celów. Pojawia się potrzeba oczyszczenia z nadmiaru bodźców oraz aspiracji niejasnego pochodzenia, by na nowo zdefiniować nasze własne dążenia, odnaleźć spokój wewnętrzny i spełnienie. Choć czasem potrzebujemy jedynie głębokiego odprężenia. Inspirującą a zarazem niezwykle przyjemną, prastarą metodą pracy w tym zakresie jest Nuad Phean Boran, czyli tradycyjny masaż jogiczny, nazywany potocznie „jogą dla leniwych”. Jest to holistyczna metoda uzdrawiania, przywracająca harmonijne współdziałanie pomiędzy ciałem, umysłem i duchem. Wewnętrzne jednoczenie tych aspektów naszej istoty otwiera serce i przywraca świadomość teraźniejszości, a wraz z nią pogłębione odczucie żywotności, pozwalając na pełniejsze doświadczanie życia. Nuad-Joga jest szczególnym rodzajem indywidualnego treningu, który trwa od 1 do 2 godzin. Przeprowadzany jest w pełnym, luźnym ubraniu, na macie rozłożonej na podłodze. Osoba poddająca się zabiegowi jest całkowicie bierna i rozluźniona, nie podejmując żadnych aktywnych działań. Obszar oddziaływania Nuad podobny jest do akupunktury i shiatsu, połączonych z elementami stretchingu i asan jogi, oraz medytacyjnym nastawieniem. Troskliwość oraz serdeczność terapeuty są integralnymi elementami całości. Zabieg przebiega w wyciszeniu, a terapeuta wspiera osobę poddającą się zabiegowi, by ułatwić jej skupienie i rozluźnienie. Wyrafinowana kombinacja różnorodnych technik ruchowych, balansu, oraz odpowiednie użycie ciężaru ciała, pozwala terapeucie płynnie poruszać się wokół leżącej bądź siedzącej osoby, której mięśnie i inne struktury ciała poddawane są łagodnemu treningowi. „Od stóp do głowy” ciało klienta zostaje dogłębnie poruszone, rozciągnięte i rozluźnione. Z pracą nad ciałem fizycznymzintegrowane jest równoczesne, oddziaływanie w sferze energetycznej, czyli wzdłuż kanałów energetycznych przebiegających w ciele (meridiany, nadis). By energia życiowa (prana, chi) płynęła swobodnie, należy udrożnić w całości jej kanały, otwierając możliwości jej swobodnego przepływu. Główny cel zabiegu stanowi zharmonizowanie wewnętrzne, usunięcie blokad i deficytów energetycznych. Wpływa to bezpośrednio na poprawę pracy narządów wewnętrznych i całego ciała. Całkowita bierność osoby poddającej się „treningowi” otwiera jedyne w swoim rodzaju możliwości. Zabieg dociera tam, gdzie własna aktywność „włączyłaby” podświadome, nawykowe reakcje mięśniowe i usztywnienia, blokując swobodny, pełny zakres ruchu. Na początku rozluźnione zostają stopy i nogi, które są podstawą dla naszego organizmu, dają nam zakorzenienie w życiu, ugruntowanie. Nogi powiązane są z biodrami oraz kręgosłupem na całej jego długości. Dlatego od nóg zaczyna się solidne oparcie całej naszej konstrukcji. Rozciągane są biodra, a kręgosłup uczestniczy pośrednio w większości poszczególnych zabiegów, którym poddawane jest całe ciało. Po łagodnym masażu brzucha przychodzi kolej na ręce i dłonie. Kręgosłupem zajmujemy się bezpośrednio w pozycji na brzuchu bądź siedzącej. Tu pracujemy również nad okolicą łopatek i barków. Zabieg kończy masaż głowy i twarzy. Nuad Phaen Boran to technika relaksacyjno-terapeutyczna oddziałująca na poziomach fizycznym, mentalnym i emocjonalnym, duchowym. W sferze fizycznej służy pielęgnacji zdrowia, a jej efektem jest wzmocnienie sił organizmu. Pomaga przywrócić harmonijną sylwetkę i prawidłową postawę. Łagodzi bóle, różnorodne dysfunkcje organizmu, zaburzenia pracy organów wewnętrznych. Uruchamiają się procesy lecznicze i usuwane są przyczyny chorób, także przewlekłych. Znana prawda mówi, że stan ciała jest odzwierciedleniem stanu ducha. Efekty takie jak dobre samopoczucie, elastyczność i lekkość odzwierciedlają na poziomie fizycznym istotę oddziaływania w sferach mentalnej i emocjonalnej, stają się częścią świadomości. Przywrócenie przepływu energii w ciele pozwala uwolnić zablokowane emocje, zadawnione lęki czy urazy i może uruchomić potrzebę wewnętrznej transformacji. Na poziomie duchowym wzmacnia się poczucie własnej wartości, powraca równowaga wewnętrzna, spokój, poczucie stabilności, łączności z Uniwersum. Jednak już samo doświadczenie głębokiego stanu odprężenia jest wystarczającym powodem, by wypróbować działanie Nuad-Jogi. Efektem dostępnym każdemu jest wzrost świadomości ciała, która pozwala czerpać więcej satysfakcji z codziennych zajęć, ułatwia właściwe reagowanie czy radzenie sobie z problemami. Powraca odczucie radosnej żywotności. Istota stosowanych technik oddziaływania i indywidualne podejście stanowią o uniwersalności zabiegu, dlatego praktycznie nie ma przeciwskazań do jego stosowania ze względu na stan zdrowia czy wiek, może pomagać również kobietom w ciąży oraz osobom starszym. Nuad-Joga nie zastępuje leczenia konwencjonalnego, lecz może je doskonale uzupełniać oraz utrwalać efekty zdrowienia. Dorota Maria Litwińska

massagewarsaw, 28.02.2014

Reprezentuje jedyny w swoim rodzaju styl terapii orientalnej. Dokonuje się w nim synteza wielu technik - naciskanie ciałem, refleksoterapii, pracy z kanałami energetycznymi i z krwioobiegiem, rozciągania oraz jogi, w związku z czym terapeuci wykorzystują więcej elementów własnego ciała niż w jakimkolwiek innym stylu leczniczej manipulacji. Używają nie tylko dłoni, kciuków, lecz także stóp, łokci, przedramion i kolan. Osoba poddawana zabiegowi przyjmuje wiele różnych pozycji wywodzących się z pięciu zasadniczych postaw - leżenia tyłem, przodem i na boku oraz postaw odwróconej i siedzącej. Masaż odbywa się na macie rozłożonej na podłodze. Pacjent ubrany jest w luźny strój sportowy. Techniki Naciskanie ciałem Należy do najważniejszej techniki skutecznego masażu tajskiego. Jest to zrelaksowane a zarazem silne i skupione uciskanie pacjenta, w którym terapeuta wykorzystuje cały ciężar własnego ciała. Działanie takie jest całkowitym przeciwieństwem nacisku siłowego, pod którego wpływem ciało pacjenta napina się w odruchu samoobrony. Wykonywanie masażu opisywaną techniką wymaga wprawdzie sporej siły fizycznej, generalnie jednak unikamy w nim wytężenia i napinania mięsni. Refleksologia Ważnym elementem masażu tajskiego jest oddziaływanie na stopy. W związku z dużą liczbą zakończeń nerwowych i punktów refleksyjnych stopy są bardzo wrażliwe na dotyk, co w połączeniu z nieinwazyjnym czyni je idealnym obszarem działania terapeutycznego. Ponadto praca ze stopami głęboko ugruntowuje i odpręża, co ma zasadnicze znaczenie w leczeniu stresu - jednego z głównych elementów chorobotwórczych. W masażu tajskim, w pracy ze stopami używa się głownie mobilizacji stawów oraz zmodyfikowanej wersji refleksologii. W refleksologii każda stopa reprezentuje połowę ciała - prawa stopa prawą połowę, lewa stopa lewą połowę. Obszary punktów refleksyjnych przedstawiają się następująco: Palce stopy korespondują z głową Kłąb palców stopy koresponduje z klatką piersiową Podbicie stopy koresponduje z narządami wewnętrznymi Pięty korespondują z miednicą Wewnętrzne krawędzie stóp korespondują z kręgosłupem Zewnętrzne krawędzie stóp korespondują z kończynami, biodrami, barkami Zatrzymywanie krwi Technika często wykorzystywana w masażu tajskim i nie występująca w żadnych innych formach masażu. Polega na uciskaniu głównych tętnic, co powoduje zwiększenie ciśnienia tętniczego powyżej miejsca ucisku. Na wzrost ciśnienia reagują baroreceptory (receptory ciśnienia rozmieszczone w różnych częściach serca i układu krążenia), wysyłające do serca sygnały spowolniające puls w celu przywrócenia normalnego ciśnienia krwi. Po zwolnieniu ucisku strumień krwi dociera do tkanek, zaopatrując komórki w tlen i składniki odżywcze oraz pomagając w usuwaniu toksyn i ubocznych produktów przemiany materii. Rozciąganie Oznacza po prostu zwiększenie ruchomości. Mięsień rozciągnięty wydłuża się. W masażu tajskim mięśniom, tkankom i kończynom przywraca się pełen zasięg ich ruchu. Rozciąganie którego zakres zwiększany jest stopniowo z pomocą terapeuty nazywa się wspomaganym rozciąganiem progresywnym. Ta technika jest szeroko stosowana w masażu tajskim. Pacjent układa się w pozycjach rozciągających poszczególne części ciała. Po każdym rozciągnięciu następuje rozluźnianie, a po nim kolejne intensywne rozciąganie. Progresywne rozciąganie sprzyja zwiększeniu elastyczności. Mięsnie i otaczające je tkanki łączne przebudowują się, z czym wiąże się przyrost ich długości spoczynkowej. Zwiększa się zakres ruchomości stawów, zmniejsza się obolałość mięsni, elastyczność mięśni skutkuje mniejszym występowaniem kontuzji. Joga Masaż tajski nazywany bywa w jego kraju ojczystym "jogą dla leniwych", ponieważ od pacjenta nie wymaga się niczego prócz odprężenia i poddania działaniom terapeuty, ułatwiającego mu przyjmowanie kolejnych pozycji ciała. Czym jest joga i na czym polega? "Joga to kompleksowa nauka o życiu powstała w Indiach przed tysiącami lat. To najstarszy znany system osobistego rozwoju, obejmujący cało, umysł i ducha". W jodze dokonuje się transformacja energii fizycznych i mentalnych w energię duchową. Wykorzystuję się w niej postawy ciała zwane asanami oraz ćwiczenia oddechowe pranajmany. Ćwiczenia te mobilizują stawy, usprawniając za razem mięśnie, gruczoły wydzielania wewnętrznego i inne narządy wewnętrzne. U praktykującego dokonuje się nie tylko regeneracja, ale także odnowa i oczyszczenie ciała fizycznego. Konrad Konewczynski, Legnica

massagewarsaw, 28.02.2014

Zanim wyjechałem do Tajlandii szukałem informacji na temat masażu tajskiego na różnego rodzaju stronach internetowych oraz w książce „The Encyclopedia of Thai Massage” napisanej przez panów Pierce Salguero i David Roylance, którą zresztą bardzo polecam. We wszystkich źródłach masaż tajski był przedstawiany w podobnej formie, jako praca z ciałem polegająca na ugniataniu punktów akupresury wzdłuż energetycznych linii sen oraz na ćwiczeniach rozciągających rodem z jogi. W każdym z tych opisów masaż zaczynał się od stóp. I tak też jest w większości wypadków w Tajlandii, więc przyjąłem to jako pewną informację, nie wiedząc że istnieje inny styl masażu tajskiego. Oczy dopiero miały mi się otworzyć w Tajlandii gdy zacząłem naukę w TMC w Chiang Mai, gdzie miałem się dowiedzieć o zróżnicowaniu masażu tajskiego. O tym, że masaż ten różni się od szkoły do szkoły i o tym, że istnieje jego inna forma zwana królewską, w której masaż zaczyna się od głowy a nie od stóp! W tym poście chciałbym przybliżyć mało popularną na zachodzie odmianę królewskiego masażu tajskiego. Tajski masaż królewski kiedyś i dziś Antyczni nauczyciele nie dzielili masażu tajskiego na północny i południowy. Ogólne zasady były bardzo podobne, a różnice polegały na osobistych interpretacjach masażu i wyborach technik przez masażystów go praktykujących. Tak więc niektórzy przykładali większą wagę do technik uciskowych, a inni z kolei wychwalali techniki rozciągające jako te bardziej skuteczne. W między czasie, antyczni masażyści musieli dostosować ówczesne techniki dla potrzeb elit i rodziny królewskiej. Jako że wyższe sfery wymagały szacunku, uprzejmości, dokładności i efektywności podczas stosowania punktów akupresury, stworzono i nazwano unikalny system pracy z ciałem nadając mu nazwę „NUAD RAJCHASUMNAK”. W obecnych czasach królewski styl jest głównie stosowany do celów terapeutycznych, ale również jako model do nauki masażu tajskiego dla potrzeb służby zdrowia. Adepci takich szkół mogą praktykować w różnego rodzaju centrach zdrowia, klinikach, jak również w publicznych szpitalach w Tajlandii. Charakterystyka królewskiego stylu Podążając za antycznymi wskazówkami wyrytymi na tablicach Wat Po w Bangkoku masażysta najczęściej skupiał się bezpośrednio na terapeutycznych punktach akupresury, posługując się nasadą dłoni lub kciukami jako narzędziami . Student chcący się nauczyć tego stylu musiał przejść test na silne nadgarstki demonstrując podnoszenie ciała na dłoniach i kciukach w pozycji siedzącej ze skrzyżowanymi nogami. Dziś na szczęście możemy korzystać również z łokci i innych części ciała jako narzędzi pracy nie obciążając zanadto jakże ważnego dla masażysty kciuka. Innym warunkiem było zachowanie odpowiedniej odległości od odbiorcy podczas sesji, wyłączając jedynie techniki dla których bliższy kontakt z ciałem był nieunikniony. Dawniej odbiorca tego stylu masowany był jedynie leżąc na plecach, wyjątkiem były sytuacje gdzie leżenie twarzą do podłogi było niezbędne by zapewnić odbiorcy poprawienie jego stanu zdrowia. Powodem takiego stanu rzeczy było prawo hierarchii. Osoba o wyższej pozycji nie mogła pozwolić sobie na taki gest wobec masażysty, który znajdował się na niższym szczeblu społecznym. Nie stosowano również technik rozciągających. Całość sesji nie mogła też trwać zbyt długo. Ograniczano się do krótkich lecz efektywnych sesji skupiających się na miejscach potrzebujących pracy terapeutycznej. Królewski masaż tajski „Nuad Rajchasumnak” w obecnych czasach jest wymieszany ze stylem powszechnym nazywanym w Tajlandii „Nuad Chaloeysak”. W takiej formie jest też uczony w szkole masażu TMC w Chiang Mai. Oczywiście jest również wiele szkół, w których uczy się tylko stylu powszechnego w formie bardziej znanej na zachodzie wśród masażystów i odbiorców tej jakże ciekawej i skutecznej pracy z ciałem. Wersja królewska jest częściej wykorzystywana w celach terapeutycznych, szpitalach i ośrodkach zdrowia. Wersję powszechną natomiast stosuje się najczęściej w zamiarach relaksacyjnych. Wszystko zależy jednak od interpretacji, gdyż śmiało można wykorzystywać wersję królewską do celów relaksacyjnych mieszając techniki z stylem powszechnym. Wybór należy do Ciebie :) Radek Dlugosz

warszawakabatytajskimasażeleczniczymasażtajskierefleksologiaajurwedyjskiolejowyTajlandiarelaksacyjnyAzjamasażystki
Kraj
Polska
Miejscowość
Warszawa
Ulica
Wańkowicza 1
Kategoria
Usługi
Dodane przez
Tajski Sen
Data dodania
2010-11-16
Wyświetlenia
4257
Na mapie
OpenStreetMap

Więcej miejsc: Usługi